Gdzie się rodzi JA?

Gdzie się rodzi JA?

Jesteśmy istotami wyposażonymi w nogi, ręce, narządy płciowe, serce, płuca i jelita. Jednak przez ogromnie długie lata w nauce wciąż istniała teoria wynosząca nasz MÓZG na najwyższe podium ważności tzw. GŁOWOCENTRYZM, który całkowicie przyćmił i niepozwolił dostrzec, że siedliskiem naszego wewnętrznego „JA” jest nie tylko mózg.

Dopiero w ostatnich latach, między innymi pod wpływem badań nad przewodem pokarmowym, zaczęto ostrożnie kwestionować dogmatyczne stwierdzenie „Myślę, więc jestem”.

Jednym z najbardziej interesujących obszarów w mózgu, do których docierają informacje z jelit, jest wyspa. Badaniom nad nią poświęcił się prawdziwy geniusz naszych czasów Bud Craig 
Przez ponad 20 lat z niemal nadludzką cierpliwością śledził przebieg ścieżek neuronalnych mózgu. Pewnego dnia, opuściwszy swoje laboratorium, wygłosił godzinny wykład, którego myśl przewodnia brzmiała:

To własnie wyspa jest miejscem, w którym powstaję nasze JA

Przedstawię w skrócie tezy tego wykładu, ponieważ niesamowicie mnie zaciekawiły, więc wierzę, że również Ty zaczerpniesz z tego jak najwięcej.

Po pierwsze, wyspa zbiera z całego organizmu informacje dotyczące emocji. Każdą taka wiadomość można porównać do piksela – dopiero z wielu pikseli w wyspie tworzy się całościowy obraz. Jeśli na przykład siedzisz na krześle, rejestrujesz odgniecenie pośladków, być może też stwierdzisz, że jest Ci zimno i że czujesz głód. W efekcie powstaje obraz głodnego, zziębniętego człowieka, który siedzi na twardym krześle. Dochodzimy przy tym do wniosku, że choć nie czujemy się fantastycznie, to jednak nie jest nam też strasznie źle., raczej po prostu tak sobie.

Po drugie, zgodnie z twierdzeniem Daniela Wolperta nadrzędnym zadaniem mózgu jest ruch, który prowadzi człowieka do możliwie najlepszego życia. Ruchy wykonuje sie po to, by wprowadzać zmiany. Dzięki mapie tworzonej przez wyspę mózg może planować rozsądne ruchy. Gdy więc, nasze „JA”, głodne i przemarznięte, wierci się na krześle, inne obszary mózgu maja motywację, by dokonać zmian w dotychczasowym stanie rzeczy. W tej sytuacji możemy na przykład zacząć dygotać z zimna albo ruszyć cztery litery i podejść po coś do jedzenia i rozgrzać się. Ruchy wykonujemy bowiem, głównie po to, by przywracać zdrową równowagę – by przejść , na przykład, od bycia zmarzniętym, nieszczęśliwym czy zmęczonym do stanu, w którym jest nam ciepło, czujemy się zadowoleni i pełni wigoru.

I wreszcie po trzecie,  mózg to przecież narząd.  A zatem, gdy wyspa sporządza obraz całego organizmu, „rysuje” także i mózg. W nim zaś znajduje się kilka godnych uwagi ośrodków, takich jak obszary odpowiedzialne za empatię i zachowania społeczne, moralność i logikę. Rejony „społeczne” nie lubią, gdy kłócimy się z partnerem, obszary logiczne głowią się nad trudną zagadką. Można przypuszczać, że w celu wytworzenia w wyspie właściwego obrazu „JA” dopuszczone są do niej  także spostrzeżenia dotyczące świata zewnętrznego i doświadczenia z przeszłości. A zatem nie tylko rejestrujemy zimno, ale jednocześnie w naszym wnętrzu pojawia się myśl: „To dziwne, że jest mi zimno. Przecież w pokoju jest bardzo ciepło. Hm..Może dopadło mnie przeziębienie?, albo nawet „No dobra, przy takich temperaturach chyba rzeczywiście nie warto nago wyskakiwać na balkon”. Nasze reakcje na pierwotne odczucie „zimno mi” są więc znacznie bardziej złożone.

Im więcej informacji łączymy w całość, tym bardziej przemyślane ruchy możemy wykonywać. Prawdopodobnie o ich ostatecznym kształcie decyduje ustalona hierarchia narządów. Kwestie szczególnie ważne dla zachowania zdrowej równowagi odgrywają podczas tworzenia obrazu w wyspie większą rolę niż inne. Ze względu na swoje rozległe kompetencje mózg i jelita mają tu zapewnione najważniejsze miejsca.

Na podstawie tego, co się dzieje w całym naszym organizmie, wyspa generuje więc obraz, który następ zostaje uzupełniony informacjami z różnych obszarów mózgu. według Buda Craiga taki skomplikowany obraz aktualizowany jest co czterdzieści sekund. Klatka po klatce tworzą one swego rodzaju film.

To film NASZEGO „JA”, czyli po prostu nasze życie.

Mózg niewątpliwie wnosi olbrzymi wkład  w tworzenie owego filmu, jednak nie jest jego jedynym reżyserem. Może więc warto wreszcie nieco rozwinąć znany aforyzm Kartezjusza, nadając mu następującą postać:

Czuję, więc myślę, myślę, więc jestem.

źródło: „Historia wnętrza” Giulia Enders

do góry