Czy w kryzysie można być życzliwym człowiekiem?

Czy w kryzysie można być życzliwym człowiekiem?

Wszyscy mamy pod górkę…No nie raczej nie wszyscy mamy pod górkę to ja mam pod górkę! Co oni mogą wiedzieć o moich problemach…Ja to jestem poszkodowana!

Tak Ci się wydaje, że już nic gorszego nie mogło Cię spotkać, świat się zwalił Ci na głowę. W firmie nie ma kasy, pracownicy walczą o swoje prawa, dzieci wciąż krzyczą mamo, mąż nie ma roboty, bo właśnie miał ją znaleźć i nic z tego nie wyszło…Ja pierd…Strzelę sobie w łeb…Przecież to jest KONIEC ŚWIATA.

 

Czytając ten fragment nie wydaje Ci się, że właśnie dotyczy Ciebie sprzed kilku tygodni?
Właśnie przeżyłam ten straszny i destrukcyjny kryzys we własnym JA.

Myślałam, że to jest koniec świata, nie tyle co dla całego świata, a konkretnie dla MNIE.

Jak bardzo strach mnie ogarnął. Tonęłam! Nie wychodziłam z łóżka, ryczałam i zastanawiałam się jak mogło do tego dojść. Ja, która z reguły nie planuję, cel – pal. Zrealizowane. Ostatnie lata lawina szczęścia, sukces za sukcesem…zasłużone nagrody, po wielu latach ciężkiej pracy. Taka byłam szczęśliwa: schudłam 17kg, odmłodniałam, otrzymałam nagrody za całokształt swojej pracy. Rozkwit, jakiego nigdy wcześniej nie zaznałam…a tu 13.03 – piątek – moje szczęśliwe trzynastki okazały się najgorszym fatum.

Tego dnia miał się odbyć mój debiut. Forum Gościnności, na którym miałam zaprezentować swoje umiejętności, swój pomysł na unikalne prowadzenie biznesu hotelarskiego… Zaprosiłam ponad 100 uczestników, z czego 60 na pewno potwierdziło swój udział. Zaproszeni goście, elity… Dopięłam wszystko na ostatni guzik.

Nic z tego nie wyszło…odwołano wszystkie imprezy masowe. Następne dni jeszcze dawałam radę, trzymała mnie życiu chęć pomocy klientom, którzy utknęli w różnych częściach świata. Zaktywowana odbierałam telefony przestraszonych i zakłopotanych turystów.

Pytali: Co teraz będzie z moimi pieniędzmi, co z wyjazdem?

Byłam silna, ale zaczęły się te najgorsze chwile, gdy z dnia na dzień okazywało się, że turystyka umrze… OMG

Poczułam, że ktoś mi zabrał wszystko, że rozebrali mnie i wystawili na pośmiewisko. Już mi się nie chciało udawać, że wszystko będzie dobrze, bo nic nie było dobrze. Armata wystrzeliła.

Jaki optymizm, jakie wszystko będzie dobrze, daj spokój….

2 tygodnie z życiorysu jak bardzo bujnego, stało się kloszardowym, beznadziejnym użalaniem się nad losem mojej małej firemki… Ważnej dla mnie, ale przecież…kogo to obchodzi, że to kawał mego życia…

Czarnowidztwo, ból, panika, strach…i Bóg jeden wie jak wiele eksplodowało złych emocji we mnie.
Próbowałam powstawać, próbowałam ładować baterie, stwierdziłam, że po co tak płakać, spuchłam jak bania od tego ryku.
Mentorzy, coache mówią…to jest czas próby, przetrwają tylko najsilniejsi, tacy, którzy byli autentyczni i wiarygodni! Mówiłam sobie w duchu…co wy możecie wiedzieć o sile! Oszczędności można uruchomić, ale kto ma 100tys. zł oszczędności w tych czasach…Daj mi kogoś kto byłby gotów wywalić 100tys. zł na niepewność…

Jak tu przetrwać, jak oprócz „będzie dobrze” nikt nie podsuwa Ci pomysłu na powstanie!

Żeby móc powstać musiałam się otworzyć na coś nowego, coś czegoś do tej pory nie zauważałam. Czarne scenariusze zaczęłam wyrzucać ze swojej głowy, zamieniłam w otwartość. Przestałam oglądać mainstreamowe media i zaczęłam poszukiwać pozytywnej energii.

Przyszła szybciej niż się spodziewałam. Ludzie, którzy swoją spokojną aurą dodali mi siły. Małymi krokami z dnia na dzień odzyskiwałam siłę, aktywizowałam i cały czas pracowałam nad sobą. Przypomniałam, co umiem, że mam wiedzę…zaczęłam ją odnajdować w swoim mózgu i dokopałam się…

Dziś po prawie 2 miesiącach pracy nad sobą, wiem, że można być życzliwym człowiekiem i nawet bardzo spokojnym i opanowanym. Tak na prawdę zrozumiałam dopiero wczoraj, co się ze mną dzieje i dlaczego.

Wczoraj otrzymałam ogromną ciepłą energię, która spłynęła na mnie, to wiara w piękny sen, to wizja cudnej przyszłości, to ludzie, z którymi razem przeszłam tę walkę o tą Świadomość.

Dzisiaj jestem w zupełnie innym miejscu i wciąż to powtarzam. Ale dopiero wczoraj zrozumiałam, jak ono jest dalekie od tego poprzedniego.

Dzisiaj piszę o tym, bo zarówno wczoraj, jak i dzisiaj usłyszałam słowo DZIĘKUJĘ, od osób, które tego spokoju nie czują, osób, które mówią, że

ludzie teraz są okrutni dla siebie. Mają pretensje o wszystko, brak zrozumienia, akceptacji, itd. zazdroszczą, szydzą i zastraszają…
A ja byłam dla nich miła, życzliwa, otwarta i miałam pozytywne słowa…

Czy można w tych czasach kryzysu być życzliwym dla drugiego człowieka?

TRZEBA – daj od siebie energii, wyślij intencję miłości i otwartości, a wróci ze zdwojoną mocą.

Pozdrawiam i przesyłam Ci tyle swojej miłości i wdzięczności ile jesteś w stanie unieść.

A trzynastka (13) jest nadal moim numerem szczęścia

 

 

 

do góry